Can a Heart Still Break After It’s Stopped Beating ?“

Michael Skweres

Fotografia to Ty

Ostatni artykuł Moniki Politowicz na fototeksturze, skłonił mnie do szybkich przemyśleń w temacie co jest fotografią, a czemu już bliżej do grafiki bez względu na to czy mówimy o tradycyjnej czy komputerowej. Wydaje mi się, że temat jest o tyle trudny i śliski, bo fotografia sama z siebie to również grafika, rysowanie lub malowanie światłem.

Fotodialog VIPiotr Nowak & Michał Sobczak

Historię w większym lub mniejszym stopniu zna każdy z nas. Prekursorzy tacy jak Daugerre nie mieli dostępu do tego co mamy dziś. Eksperymentowali sami z różnymi technikami, czasami tworząc własne unikalne rozwiązania i już na tym etapie pojawia się pytanie, czy dana technika, skoro ma wpływ na efekt końcowy, nie jest już zaczątkiem do tego co dziś określamy edycją, montażem ?

Dziś najpopularniejszą, najtańszą i najbardziej dostępną jest fotografia cyfrowa. Aparaty jednak cały czas starają się działać lub jeśli wolimy to tak określić, naśladować te tradycyjne. Na czym polega fotografia w swojej najbardziej czystej formie ? Na uchwyceniu i zapisaniu światła. Pomińmy teraz sprawy jakości i dyskusji na temat tego, że tradycyjna zawsze będzie najlepsza, że cyfrówka nigdy nie odda tego co klisza czy błona itd. Zostawmy to. Skupmy się na podstawie.

Decydując się wykonać zdjęcie, chwytamy światło na materiał światłoczuły lub cyfrową matrycę, ale jeśli chcemy zrobić to w pełni świadomie, ustalamy jaka powinna być czułość, jaka przysłona i czas naświetlania, aby osiągnąć zamierzony efekt. Tak jak oko dostosowuje się samo do warunków w jakich jesteśmy, tak my kontrolujemy w tym momencie oko aparatu, ingerując tym samym już na starcie. To tylko pierwszy etap.

Jesteśmy w ciemni, tej prawdziwej, gdzie po omacku sięgamy po odczynniki lub tej cyfrowej, siedząc przed komputerem z uruchomionym nań Lightroom’em lub inną podobną aplikacją. To co się dzieje dalej znów wymaga naszej ingerencji. W formie tradycyjnej możemy zdecydować się przedłużyć lub skrócić proces wywoływania. W cyfrowej mamy dużo większe pole oczywiście ale znów wracając do tego, że mowa o podstawach, sprowadzamy proces do tego samego. Wywołujemy swoje zdjęcie.

Wreszcie chcemy wykonać odbitkę. W wypadku fotografii tradycyjnej przenosimy na papier to co uchwyciliśmy, znów mając wpływ na to co się na nim pojawi. Wielu fotografów stosowało metody wielokrotnego naświetlania, nakładania obrazu na papier tak, aby osiągnąć zamierzony przez siebie cel i jakość, której na błonie jako takiej nie było W postaci cyfrowej już obróbka w wirtualnej ciemni pokrywa się z wykonaniem odbitki tyle, że.. do pliku.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to o czym właśnie napisałem, pisano już wiele razy i nie odkryłem niczego nowego, ot opisałem procesy, o których każdy nawet najmniej zaawansowany fotograf wie. Piszę o tym wszystkim chcąc w pewnym sensie uczulić, że fotografia to też moda, to technologia, to eksperymenty, a to co widzimy, ostatecznie dla każdego i tak jest inne, bo nasze wbudowane soczewki są różné i inne u każdego. Oczy się różnią, widzimy inaczej, ale to nadal etap obrazu. Dalej jest wetware, a więc nasz mózg, który jak oprogramowanie w komputerze analizuje i odpowiada reakcją na dostarczone informacje, gdzie światło, barwy, odcienie, temperatura i emocje związane z odbiorem są sprawą indywidualną. Kiedy i gdzie w takim wypadku mamy do czynienia z obrazem, który nie został przetworzony ? Nie mamy. Takie pojęcie nie istnieje i jest na dobrą sprawę abstrakcją.

Dlaczego oburzamy się gdy popularna staje się fotografia wykonywana telefonami komórkowymi ? Chodzi o jakość ? O barwy, o oddanie tego co realne ? Prekursorzy fotografii korzystając z archaicznych z obecnego punktu widzenia rozwiązań nie oddawali realnego świata. Chemia, odczynniki.. to ona przechwytywała i malowała niedoskonałe obrazy. Niedoskonałe, ale na swój sposób piękne oczywiście. Technika idąc do przodu pozwoliła dopracować te procesy do perfekcji, tak jak do perfekcji doprowadzono produkcję szkieł obiektywów. Matryce cyfrowe i rozwiązania programowe pozwalają osiągać szczyty, ale opisanych wyżej problemów różnic między nami nie przeskoczymy nigdy. Nie da się wejść w czyjeś buty i nie da się spojrzeć na coś tak jak widzi to ten ktoś.

Obraz i to jak go odbieramy to my.. w czystej postaci MY. Obraz jest czymś co wywołuje reakcję. Jakość, technika, utarte ścieżki nie są moim zdaniem ważné. Liczy się nacechowanie emocjonalne autora i to co on lub ona widzieli i chcieli zachować. Po sobie wiem, że nawet, a może zwłaszcza te zdjęcia, które wstyd pokazać znawcom fotografii i szerszej publice, bo są krzywe, rozmazane i koszmarne pod każdym względem, są najdroższe i spojrzeniem na rozmyty kawałek chodnika potrafią przywołać moment gdy się na nim stało. 

Czy to nie jest ważné ?