Can a Heart Still Break After It’s Stopped Beating ?“

Michael Skweres

Google Zapomina w UE

Czy powinno ?

Jakiś czas temu mieszkaniec Hiszpanii, Pan Mario Costeja González wywołał burzę, kierując do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawę przeciwko Google. Problem dotyczył tego, że w wynikach wyszukiwania na jednym z pierwszych miejsc pojawiał się link do strony, gdzie opisany był dawno spłacony i wyprostowany dług Pana Costeji. Podejrzewam, że w podobnej sytuacji, każdy z nas mógłby się zdenerwować, że coś co dawno zostało rozwiązane, w dalszym ciągu może rzutowac na nasz wizerunek online. Pytanie, czy droga, która została obrana była właściwą.

Mówi się, że internet nie zapomina i zależnie od sytuacji, może to być plusem lub minusem, przy czym z reguły plus, czyli możliwość odszukania jakiś przydatnych nam informacji z reguły traktujemy dość naturalnie, tak gdy sprawa dotyka nas osobiście, chcemy tych danych się pozbyć i tu pojawia się kłopot. Nam jest z zaistniałą sytuacją źle, ale jeśli dane informacje nie naruszają wprost naszych dóbr osobistych, czy nie szkalują naszej osoby serwując nieprawdę, trudno jest ocenić obiektywnie czy takie informacje ktoś powinien zalecić usunąć.

Internet to wolność słowa / przekazu i na tym fundamencie rozwijał się i stał tym czym jest dzisiaj. oczywiście ilu ludzi, tyle zastosowań i nie tyczy się to tylko internetu, ale też usług i możliwości, które oferuje. Nawet w życiu znajdujemy często różné zastosowania dla przedmiotów, o których ich twórcy nie pomyśleli. W wirtualnym świecie wszystko wydaje się być proste, często czarne lub białe, bo to tylko kod, tylko strony, obrazy i słowa. Trzeba pamiętać, że za każdym z tych elementów zawsze stoi człowiek, który niekoniecznie musi mieć dobre zamiary.

Czy wyszukiwarka jest winna ?

Z jednej strony można powiedzieć, że tak, bo Google stało się synonimem internetu jaki dziś znamy. Często znając nawet adres strony, nie wpisujemy go w polu adresu, ale wyszukujemy, bo tak nam wygodniej. Pojawia się lista z wynikami i choć ludzie stojący za algorytmami indeksowania i wyszukiwania cały czas pracują nad tym, aby były jak najbardziej trafne, tak są to tylko ludzie, a algorytm jest automatem, który zadziwia nas działaniem ale w dalszym ciągu jest tylko automatem, który stara się odgadnąć to co zamierzamy odnaleźć, serwując najtrafniejsze “jego zdaniem” wyniki.

Google indeksuje miliardy stron i tworzy powiązania na podstawie słów kluczowych, które wpisujemy w polu wyszukiwania. To co jest indeksowane nie jest już sprawą Google, ani żadnej innej wyszukiwarki jak np. Bing. Za treść jako taką odpowiedzialna powinna być osoba, instytucja lub firma, która administruje danym serwisem, dlatego sądzę, że zwrócenie się do Trybunału UE, aby uderzyć w wyniki wyszukiwania tej czy innej wyszukiwarki jest po prostu chybionym pomysłem.

Wielu z nas popełniło w życiu wiele błędów. Każdy z nas ma na koncie wiele głupot, które najchętniej wymazało by się z życiorysu, ale taka jest naturalna kolej rzeczy. Uczymy się na błędach i niestety często przychodzi nam za nie płacić. W wypadku Pana Costeji była to publiczna informacja o długach, która się zdezaktualizowała i powinna zdaniem osoby zainteresowanej zniknąć, ale to działanie powinno należeć do osoby administrującej serwisem gdzie była opublikowana, a nie wyszukiwarek.

Każda akcja wywołuje reakcję

Pan Costeja osiągnął zamierzony cel, gdy Trybunał UE orzekł, że sporna pozycja powinna zniknąć z wyników wyszukiwania, ustanawiając precedens do prawa bycia “zapomnianym”. Niestety orzeczenie swoją drogą, a efekt dla zainteresowanego swoją. Sprawa została rozdmuchana i opisana (nawet w artykule, który właśnie masz przed sobą drogi czytelniku), że Pan Costeja jest teraz znany z jednej strony jako osoba, która jako pierwsza decyzją sądu została zapomniana przez Google, z drugiej strony jako ktoś kto z powodu spłaconych już długów tę sprawę wytoczył. Koniec końców poza sławą, nie zyskał absolutnie nic.

Mleko się rozlało

Orzeczenie mówi, że wyniki, które są „niewłaściwe, niestosowne czy też nadmierne w stosunku do celów, dla których są one przetwarzane” ‚mogą podlegać wnioskom o usunięcie i tak każdy mieszkaniec UE może wystosować taki wniosek. Google przygotowało w tym celu formularz, który jeśli pozytywnie rozpatrzony, załatwi nasz problem. To na pewno plus, ale na usta ciśnie się pytanie, czy teraz internet nadal będzie takim jakim był ? Czy w dalszym ciągu wolność słowa będzie bezpieczna ? Co w sytuacji gdy zostanie opisana sytuacja, która nie uderzy w dobro osobiste danej osoby, ale nie spodoba się jej. Co jeśli poza konkretną podstroną, z indeksów zniknie cały serwis ? Biorąc pod uwagę to o czym wspomniałem wyżej, że dziś czesto nawet znając adres strony, korzystamy wyszukiwarki, seriws taki może ponieść naprawdę spore straty.

Czy usunięcie z wyników wyszukiwania Google rozwiązuje sprawę ? Co z innymi wyszukiwarkami i ich indeksami, których orzeczenie niekoniecznie dotyczy ? Co poza Unią Europejską ? Tam sporne wyniki mogą wyświetlać się nadal.

Czy w sytuacji, gdy dobra osobiste naprawdę zostaną naruszone, rozwiąże usunięcie danej strony z wyników wyszukiwania, gdy w dalszym ciągu sama treść pozostanie tam gdzie jest i każdy kto otrzyma bezpośredni link, będzie mógł ją odczytać ?